Wpływ czynników emocjonalnych na przebieg porodu

Wpływ czynników emocjonalnych na przebieg porodu

Porównanie przebiegu porodu w przeważającej większości plemion prymitywnych (np. u Indian) z tymże przebie­giem u kobiet w krajach cywilizowanych ukazuje istotne znaczenie stressów emocjonalnych i sytuacji konflikto­wych, w jakie obfituje życie w naszej cywilizacji przemysłowo urbanistycznej. Na skutek zatrudnienia stosunkowo dużej liczby kobiet w zakładach przemysłowych, mających do wykonania coraz bardziej „napięte” plany, sytuacja ko­biet ciężarnych staje się niekiedy bardzo trudna. Można wyodrębnić typ dyrektora czy kierownika, którego ciąża u pracownicy czyni nieprzejednanym. Mieszcząc się z roz­sądku w granicach przepisów prawnych, chroniących ko­bietę będącą w ciąży, nie jest w stanie opanować swej głębokiej niechęci do niej, a nawet wręcz wrogości. Niekiedy sytuacja ta, utrzymując się przez wiele miesięcy, staje się silnym stressem, zagrażającym normalnemu prze­biegowi ciąży i rzutującym ujemnie na przebieg porodu. Badania psychologiczne wykazały dobitnie, że emocjo­nalny konflikt wyraża się różnymi zaburzeniami cielesny­mi. W czasie porodu terenem uprzywilejowanym dla wy­rażenia się tego konfliktu jest macica, której zaburzona czynność skurczowa staje się przyczyną ciężkiego i prze­dłużonego porodu. Do Szkoły Rodzenia zgłosiła się 24letnia kobieta, bę­dąca w VI miesiącu ciąży, zatrudniona w jednym z zakła­dów przemysłowych. Rok temu ukończyła studia politech­niczne. Konflikt z szefem zakładu trwa nieprzerwanie od chwili ujawnienia ciąży. Częste i dokuczliwe skurcze w podbrzuszu nie doprowadzają wprawdzie do przedwcze­snego porodu, ale pogłębiają rozterkę i niepokój pacjentki. Stroskana pyta, co czynić? Odpowiedź nie jest ł*twa. Opie­rając się jednak na długoletnim doświadczeniu, zaryzy­kowałem z całym poczuciem odpowiedzialności: proszę po­starać się zrozumieć szefa, ujrzeć od dobrej strony jego dbałość o zakład i obudziwszy w sobie całą życzliwość ku niemu, wolną od wszelkich uprzedzeń, przedstawić mu swe trudności w sposób tak rzetelny i prosty, aby pozostało mu tylko odpowiedzieć życzliwością na życzliwość. Na drodze życzliwości można rozwią­zać pozytywnie wiele konfliktów. Uzasad­nienie takiego poglądu opiera się na słusznym chyba za­łożeniu, że społeczeństwo składa się jednak w większości z jednostek zdrowych psychicznie. Nie byłby bowiem zdro­wym psychicznie dojrzały człowiek, który działałby jak dziecko nienawidząc drugiego człowieka z przyczyn niera­cjonalnych i nie potrafił się od tego uwolnić. Pamiętajmy, że profilaktyka nienawiści jest jedno­cześnie profilaktyką nerwic. Istotną rolę w tej profilaktyce odgrywa stanowcze uchylenie się od ferowania opinii o drugim człowieku, a przy tym obudzenie w sobie ku niemu głębokiej, na prawdzie opartej ży­czliwości. Cała trudność polega na tym, by zachować zdol­ność widzenia zalet „przeciwnika” i uzdrawianie konflik­towej sytuacji zaczynać nie od niego, lecz od siebie. Wbrew pozorom takie postępowanie jest najkorzystniejsze z pun­ktu widzenia dobra osoby poszkodowanej. Wśród zjawisk towarzyszących nienaturalnemu, prze­dłużającemu się i bolesnemu porodowi szczególną rolę od­grywa lęk. W przypadkach, gdy u podłoża zaburzeń znaj­duje się konflikt emocjonalny, dochodzi do głosu coś, co można nazwać obroną przeciw wypełnieniu zadań macie­rzyńskich. Kobieta rodząca jakby po raz ostatni opiera się macierzyństwu, do podjęcia którego nie czuje się gotowa. Hamletowskie „być albo nie być” jest ciągle żywym pro­blemem każdego człowieka. Przeciwstawność tych pojęć charakteryzuje proces dojrzewania do tego, co życie przy­nosi, przy czym proces ten trwa aż do śmierci. Przed człowiekiem raz .po raz staje pytanie: przyjąć i wypełnić, czy odsunąć i odrzucić? Jeśli przyjmie — akceptuje trud­ności, ale jednocześnie otwiera przed sobą drogę ku sa­tysfakcji na miarę zadania, jakiego się podjął. Jeśli od­rzuci — przejściowo odczuwa wrażenie ulgi, ale pozosta­nie poczucie winy. W tym egzystencjalnym procesie wy­boru zakotwicza się wszelkie, również i neurotyczne poczu­cie winy, a w końcu także i sam lęk. Toteż można zrozu­mieć, dlaczego właśnie podczas porodu, w momencie szczy­towym samorealizacji kobiety, każda obrona oznacza egzy­stencjalną winę i na skutek tego wyzwala lęk. Lęk ten będzie tłumaczony przede wszystkim obawą przed bólem, przed czymś nieznanym, przed wadą u dziecka, przed krwotokiem, przed grożącą śmiercią… W gruncie rzeczy je­dnak owa racjonalizacja przyczyn lęku jest wtórna. Pier­wotną przyczyną wzmożonego lęku przed porodem jest przeżywanie swej niezdolności do wypełnienia egzysten­cjalnego zadania w postaci podjęcia macierzyństwa. Lęk prowadzi do napięcia, ono zaś zmienia całą interpretację doznań. Odczuwalność skurczów, będąca infor­macją biologiczną o rozpoczętym i toczącym się porodzie, przybiera charakter „bólu nie do zniesienia”. W tej sytua­cji poród, zamiast być przede wszystkim wysiłkiem, staje się cierpieniem. Nakładają się tu również czynniki kon­stytucjonalne: kobiety drobne, szczupłe, pozornie słabo­wite rodzą niejednokrotnie łatwiej niż silne, atletyczne, o budowie pyknicznej. Siedząc przebieg porodu od strony przeżyć emocjonal­nych, trudno byłoby nie dostrzec słuszności poglądu wy­bitnej znawczyni tych zagadnień, Heleny Deutsch, która twierdzi, że we wszystkich biologicznych czynnościach związanych z płodnością (a więc i w porodzie) dochodzi do głosu historia rozwoju psychoseksualne­go kobiety, cała jej emocjonalna przeszłość. Każdy poród można potraktować jako gwałtowne rozbicie jedno­ści matka—dziecko. Pojawia się pewna przeciwstawność między zachowaną jednością psychiczną a koniecznością rozdzielenia fizjologicznego. Lęk przed rozdzieleniem znajduje powinowactwo do lę­ku przed śmiercią. Jung porównuje lęk do inicjacji: w po­rodzie umiera kobieta jako dziewczyna i rodzi się na nowo jako matka. Umiera dla przeszłości, rodzi się do nowych zadań. U niektórych kobiet tryumf samorealizacji domi­nuje w porodzie tak dalece, że towarzyszy mu ekstatyczne uczucie szczęścia. Rozpatrując rolę nadmiernego lęku w przedłużonym i nieprawidłowym porodzie, nie możemy pominąć faktu, że lęk sam w sobie jest nierozłącznie związany z istnie­niem. Nie ma istnienia bez lęku. Jednakże znaczenie lęku w indywidualnym ludzkim istnieniu zależy w dużym stop­niu od egzystencjalnej dojrzałości. Dojrzałość ta właśnie podczas porodu zostaje wystawiona na próbę i wyciska piętno na przebiegu porodu. Nie należałoby jednak wy­ciągać uproszczonego wniosku, że kobiety nie odczuwa­jące lęku są dojrzalsze w porównaniu z tymi, które lęk odczuwają. Po pierwsze, trudno sprecyzować kryteria doj­rzałości, po drugie, sam lęk nie może być jedynym kryte­rium oceny. Ponadto lęk może być wyparty, czyli ukryty przed oczyma obserwatora, może też przejawiać się w róż­nych formach, nie zawsze uchwytnych i przejrzystych. Z pewnością można jednak powiedzieć, że kobieta, która wygląda swego porodu z lękiem i strachem, a tym samym pozostaje w stanie napięcia, nie ma postawy aktywnej wo­bec oczekującego ją zadania i żąda szczególnej pomocy.