Stres porodowy

Stres porodowy

Upostaciowaniem macierzyństwa stał się wizerunek matki trzymającej niemowlę przy piersi. Symbol ten przetrwał, mimo że spory odsetek kobiet albo w ogóle nie karmi pier­sią, albo czyni to przez okres zaledwie kilku tygodni, za­stępując naturalny pokarm mieszanką przyrządzoną z mle­ka krowiego i podawaną przez smoczek z butelki. A ma­cierzyństwo to przecież także okres ciąży, którego piękno przedstawił w rzeźbie Ksawery Dunikowski. Z macierzyń­stwem wreszcie wiąże się jak najściślej wychowanie dziec­ka obejmujące zresztą i przedurodzeniowy okres jego ist­nienia. Samo tylko rodzenie pozostało poza zasięgiem wy­obrażeń o macierzyństwie, choć jest ono ważnym etapem na pograniczu oczekiwania i przyjścia na świat nowej istoty ludzkiej. Analiza licznych wypowiedzi samych rodzących wyka­zała, że tylko połowa spośród nich zalicza poród do przeżyć macierzyńskich. Druga połowa wzdraga się na samą myśl kojarzenia „potworności porodowych” z pięknem ma­cierzyństwa. Wiele kobiet wspomina przebyty poród jako przykre doświadczenie i tych opowiadań mamy pełne uszy. Dla niektórych jednak staje się on wspaniałym przeży­ciem, źródłem nieporównywalnej z niczym satysfakcji. Którą z tych opinii uznać za miarodajną? Błędem byłoby idealizowanie przeżyć porodowych, uprawianie pięknoduchostwa. Ale również błędem byłoby niedostrzeganie ogromnych możliwości wzrostu człowieka w trudnościach. Człowieczeństwo jest pojęciem na wskroś dynamicznym: człowiek prawdziwy to nie ten, który jest, lecz ten, któ­ry się staje. Taka jest prawda o człowieku. Rodzenie się człowieka jest zdarzeniem biologicznym o podstawowym znaczeniu dla ciągłości ludzki?go życia na ziemi. Przebieg przeważającej większości porodów mie­ści się w granicach normy fizjologicznej, margines wyka­zuje odstępstwa od stanu prawidłowego. Zachowując kli­niczny podział porodów na porody prawidłowe i patolo­giczne, nie możemy tracić z oczu zasadniczego faktu, że przekazywanie życia i rodzenie się nowego człowieka mie­ści się przede wszystkim w kategoriach normy biolo­gicznej. Odstępstwa od tej normy tylko ją bardziej uwidaczniają i pośrednio potwierdzają. Poród to psychologiczny i biologiczny stress. Pojęcie stressu dawno już przedostało się z gabinetów uczonych na szeroki świat i zwiększyło zasięg pierwotnego zastoso­wania. W miarę popularyzowania się, znaczenie tego sło­wa uległo jednak pewnej deformacji i nabrało wydźwięku negatywnego. Toteż należałoby brzypomnieć jedną z de­finicji stressu, podaną przez samego twórcę (Hans Selye— —Montreal): „jest to wielki czynnik wyrównujący czyn­ności biologiczne”. Przez stress rozumiemy całokształt procesów przysto­sowawczych, które zostają zainicjowane w związku z ob­ciążeniem ustroju. I tak w przebiegu ciąży, porodu i połogu siły ustroju ludzkiego zostają zmobilizowane i podpo­rządkowane temu „wielkiemu czynnikowi”, którym w da­nym przypadku jest przekazywanie życia. Obciążenie nie oznacza tu czegoś ujemnego. Obciążenie w ogóle (oby w jak największym stopniu akceptowane!) to chleb powszedni w naszym życiu. Punktualność rozpoczynania pracy, prze­strzeganie jej norm ilościowych i jakościowych, nauka i egzaminy, podejmowanie różnych zadań — wszystko to nas obciąża, ale jednocześnie staje się źródłem satysfakcji i warunkiem naszego pełnego indywidualnego i społecz­nego rozwoju. A przecież każdy z tych czynników powo­duje stress, czyli mobilizację sił przystosowawczych, umo­żliwiających sprostanie wymogom, stawianym naszemu ustrojowi. Przejdźmy jednak do szczegółowej analizy obciążeń, związanych z aktem porodowym. Przebieg jego, zazwy­czaj prawidłowy, może niekiedy być zaburzony. Prawi­dłowym możemy śmiało nazwać taki przebieg porodu, któ­ry zostanie uwieńczony pomyślnym wynikiem i to zarów­no w odniesieniu do matki, jak i dziecka. O jego prawi­dłowym lub nieprawidłowym przebiegu nie decyduje w ostatecznym rozrachunku to, czy dokonał się wyłącznie siłami natury, czy też weszła w grę interwencja lekarska zastosowana we właściwym czasie i we właściwej formie. Na pierwszym miejscu stoją jednak siły natury. Ich od­powiednie czy też nieodpowiednie wykorzystanie rzutuje także na częstość i skuteczność ewentualnej interwencji lekarskiej. Pojęcia „siły natury” nie należy rozumieć w sposób mglisty, gdyż w gruncie rzeczy jest ono całkiem konkret­ne: chodzi tu mianowicie o warunki konstytucjonalne i kondycyjne, jakimi kobieta dysponuje w chwili przystą­pienia do zadania. Tak, właśnie „w chwili przystąpienia do zadania”, bo warunki te są zmienne.W odniesieniu do kondycji zmienność ta jest szczególnie duża, zależna od trybu życia i od stosowania lub niestosowania ćwiczeń usprawniających, wyuczonych, przygotowujących do świa­domej współpracy. o porodzie mówimy dużo, ale najczęściej źle. Fascynuje nas jego osławiona bolesność, wyobraźnia śledzi wszelkie możliwe i niemożliwe, spotykane i nie spotykane powikła­nia. Spróbujmy jednak przyjrzeć się porodowi ujmowa­nemu jako wysiłek, a więc jako praca, którą ustrój musi wykonać. Praca ta jest odpowiedzią ustroju na „we­zwanie” narzucone mu przez „czynnik obciążający”. Co najciekawsze, wysiłek ten ma wszelkie dane, by stać się wysiłkiem w pełni zorganizowanym i usprawnionym. Aby przestawić się na odpowiednie tory myślenia, na­leży przede wszystkim podzielić całość porodu na 3 okre­sy, które oznaczymy rzymskimi cyframi: I, II, III. I okres porodu to okres wygładzania się i rozwierania szyjki ma­cicy. Rozpoczyna się wystąpieniem regularnych, nie rzad­szych niż co 10 minut i odczuwalnych skurczów. Porównanie porodu u zwierzęcia i u człowieka dopro­wadza do wniosku, że poród jest lżej znoszony przez zwie­rzęta niż przez ludzi, przy czym zwierzę ujawnia pewien niepokój raczej w II okresie porodu, podczas gdy w I za­chowuje się na ogół spokojnie. Zupełnie przeciwnie wy­gląda ta sprawa u człowieka, u którego poród jest silnie zabarwiony afektem o dużej skali uzewnętrzniania doznań bólowych. Lęk przed bólem prowadzi niekiedy nawet do zupełnej utraty samoopanowania. Można by przeciwstawić poród „cichy” u zwierzęcia porodowi „głośnemu” u człowieka. Ponadto u młodocianych rodzących częściej obserwuje się cichy poród niż u kobiet dojrzałych, co moż­na tłumaczyć również i tym, że te pierwsze nie „nauczyły się” jeszcze bólu porodowego. i okres obejmuje ponad 90% czasu trwania całego po­rodu. Wynosi to średnio około 10 godzin u pierworódek, a 6 u wieloródek. W tym czasie nic innego się nie dzieje poza rytmicznymi skurczami macicy, które rozprzestrze­niają się od góry ku dołowi, tracąc stopniowo na sile. To, eo decyduje o odczuwalności W postaci rozciągania i na­pinania (czasem silnego!) w podbrzuszu i w okolicy krzyża, wiąże się nie tyle z samą falą skurczową, ile z efektem skurczu wyrażającym się rozwieraniem szyjki ‘ macicy i napinaniem się więzów utrzymujących macicę we właś­ciwym położeniu, co gwarantuje skuteczność działania sił porodowych. Skurcz trwa średnio 1 minutę, a jego odczuwalność nasila się dopiero na samym szczycie fali skur­czowej, obejmującej połowę czasu trwania skurczu. Po­tem następuje pauza, podczas której — zwolnienie napię­cia i odpoczynek. Wyrównuje się w tym czasie krążenie krwi zaopatrującej rodzące się dziecko. Baczna obserwacja dynamiki porodu, tego porywającego procesu biologiczne­go, prowokuje pytanie: kiedy zrzucimy wreszcie monstru­alny balast rzeczywistych czy urojonych obciążeń psychicz­nych, a zaangażujemy wyobraźnię tylko po stronie aktyw­nej współpracy z siłami natury, przygotowując się do świadomego udziału w porodzie, co staje się źródłem roz­woju osobowości i niebywałej satysfakcji wielu kobiet? Trzeba by już nawet odstąpić od żelaznego do niedawna tematu, jakim jest omawianie złego wpływu sąsiadek, ku­moszek i tych nienasyconych w gadulstwie kobiet o wypa­czonej fantazji, wymyślających historie, o których osobom kompetentnym nawet się nie śniło. Można wreszcie daro­wać sobie krytykę dzieł literatury czy kinematografii, w których przetrwała tradycyjna tendencja do uśmierca­nia bohaterek porodem, niczym jadem żmii. Dziś wystar­czy się zająć tylko tą stroną przygotowania do porodu, która umożliwi kobiecie przeżywanie tego aktu w sposób aktywny i uporządkowany zarówno pod względem emo­cjonalnym, jak i w zakresie sprawności fizycznej. II okres porodu, trwający u pierworódek średnio około 50, a u wieloródek ok. 20 minut, różni się krańcowo od I okresu zarówno w zakresie funkcji biologicznej, jak i przeżyć mu towarzyszących. W I okresie porodu nastę­puje zmiana kształtu macicy: zanika szyjka, ujście zostaje rozwarte całkowicie; w II okresie skurcze parte powodują wypchnięcie, (dosadne słowo, ale nazywa­jące rzecz po imieniu) rodzącego się dziecka z narządów rodnych. Każdemu z tych okresów odpowiada zupełnie in­ny rodzaj wysiłku ze strony rodzącej. Rozwieraniu ujścia macicy towarzyszy duży wysiłek psychiczny, związany z przeciwdziałaniem uogólnionemu napięciu wy­stępującemu jako fałszywa reakcja obronna. Wydalenie noworodka wymaga natomiast dużego wysiłku fizycznego, który śmiało mógłby być porównany do pracy galernika, gdyby nie to, że dotyczy istoty wolnej i gdyby wysiłek ten nie był tak owocny. III okres porodu wreszcie, to 5, 10minutowa chwila od czasu urodzenia się dziecka do momentu wydalenia łożyska wraz z błonami. W tym czasie następuje przecięcie pępo­winy, decydujące o ostatecznym i definitywnym oddzie­leniu dziecka od ustroju matki. Analiza przeżyć kobiety związanych z porodem przynosi jedną generalną konkluzję: opis doznań odnoszących się do poszczególnych okresów porodu różni się krańcowo od opisu doznań towarzyszących porodowi ujmowanemu jako całość. Innymi słowy: 3 + 2 + 1 nie równa się 6, lecz np. 15. Ta sama kobieta, która określa skurcze I okresu jako nieco dokuczliwe, II okres nazywa uciążliwym wysiłkiem, a III — ledwo zauważa, cały poród nazywa bólem nie do zniesienia. Wszystko wskazuje na to, że w tym drugim określeniu — określeniu porodu jako całości — pokutuje mit głęboko zakorzeniony w kręgu naszej i nie tylko na­szej cywilizacji. Psycholodzy doszukują się w przeżyciach porodowych bardzo skomplikowanych, zazwyczaj spekulatywnie ujmowanych przyczyn. Niewątpliwie dociekania psychologów są bardzo ciekawe i pasjonujące. Jedno jest pocieszające, że cel w postaci prawidłowo odbytego porodu można uzyskać „na krótkiej drodze”: poprzez świadomy, aktywny i sprawny udział kobiety, przygotowanej do porodu w Szkole Rodzenia.