Seksualizm i dojrzałość

Seksualizm i dojrzałość

Gdy wyrażamy się o kimś, że jest dojrzały, należałoby od razu uzupełnić to stwierdzenie wyjaśnieniem, jaką doj­rzałość mamy na myśli. Można bowiem rozróżnić kilka ro­dzajów dojrzałości: 1) fizyczną, 2) intelektualną, 3) emoc­jonalną, 4) charakterologiczną, 5) moralną, 6) społeczną, 7) seksualną. Różny jest przeciętny wiek dojrzewania w zakresie po­szczególnych elementów, składających się na dojrzałość cielesną i osobowościową. Dla dojrzałości fizycznej przyj­muje się wiek około 16 lat, dojrzałość psychiczną osiąga się w wieku lat 18—20, a dojrzałość społeczna zarysowuje się dopiero w wieku 24—25 lat. Tak więc 8—9 lat upływa między średnim wiekiem uzyskania dojrzałości cielesnej a dojrzałością społeczną, która umożliwia człowiekowi za­jęcie miejsca w społeczeństwie w sposób samodzielny i sa­mowystarczalny pod względem osobistym, zawodowym i obywatelskim. Najwięcej rozbieżności stwarza określenie dojrzałości seksualnej, gdyż na nią składają się wszystkie wymienio­ne elementy. Zdolność podejmowania funkcji płciowych od strony cielesnej pojawia się już około 13 roku życia, kiedy to osobowość człowieka jest jeszcze wybitnie nie­dojrzała. Natomiast warunki na samodzielne założenie ro­dziny występują zazwyczaj dopiero w okresie pełnej doj­rzałości społecznej. W tej 12letniej rozpiętości między możliwością posługiwania się narządami płciowymi a zdol­nością świadomego i odpowiedzialnego pokierowania aktywnością seksualną tkwi wielki problem ludzkości: sta­ry jak świat, ale coraz dramatyczniejszy w społeczeń­stwach o wysokiej kulturze materialnej i duchowej. Wiadomo, że tylko zdrowy psychicznie człowiek może kształtować zdrowe środowisko biofizyczne i psychospo­łeczne. Toteż przede wszystkim trzeba konkretnie roz­ważyć trudności przystosowania się człowieka do życia w zakresie przejawów biologicznej potrzeby płciowej wraz z jej psychospołeczną nadbudową. Zarysowuje się dwojaki kierunek rozwiązań. Pierw­szy polega na zachowaniu więzi człowieka z przyrodą ożywioną, w której wszelkie przejawy płciowości zmie­rzają do przedłużenia gatunku. Drugi akceptuje istot­ne odejście człowieka od natury poprzez oderwanie aktyw­ności seksualnej od samej funkcji płodzenia. Sprawa nabiera pierwszorzędnej wagi, gdyż opowiedzenie się za jednym czy drugim kierunkiem rozwiązań decyduje o wy­tycznych wychowania młodego pokolenia pod względem seksualnym. Jakkolwiek słowo kultura oznacza właśnie przejście od natury do jakiegoś innego stylu życia, który się w niej nie mieści, to jednak zachowanie więzi z przyrodą okazuje się nieodzowne. Dla przykładu weźmy pod uwagę unie­zależnienie się człowieka od naturalnego światła. Życie nie zamiera wraz z ciemnością, a na wielu odcinkach dopiero zaczyna się ożywiać (teatr, kino itp.). Przede wszystkim jednak przemysł i wiele instytucji usługowych kontynu­uje całodobową nieprzerwaną pracę. A jednak we wska­zaniach higienicznych podkreśla się wyraźnie większą wartość snu przed północą niż w godzinach rannych. Od­wrócenie rytmu dnia i nocy mści się na zdrowiu człowie­ka i nie może być przez dłuższy czas stosowane bezkarnie. Toteż nie decydujemy się tu na całkowite zerwanie z pra­widłowością obowiązującą w przyrodzie. Można by poru­szyć jeszcze wiele przykładów, jak ograniczenie spraw­ności fizycznej na skutek ciągłego posługiwania się samo­chodem, rozpowszechnianie się chorób serca z powodu napięć psychicznych oraz niedostateczności wysiłku fi­zycznego itp. Nie ma dziedziny, w której rozminięcie się z wymogami natury przeszłoby niepostrzeżenie. Zresztą człowiek na­tychmiast mobilizuje się i wraca do natury w taki sposób, jak to jest możliwe. Miliony ludzi opuszcza miasta, by koczować nad jeziorami lub przemierza z plecakiem szlaki górskie. Wszystko to zmierza do utrzymania równowagi, jest potwierdzeniem konieczności zachowania związku człowieka z przyrodą. Seksualizm to szersza rzeczywistość egzystencjalna i szczególny rodzaj odniesienia do drugiego człowieka. In­tensywność przeżywania doznań seksualnych wykazuje przebieg falisty. Specyficzny rytm zbliżeń i dystansu za­leży od wielu czynników: zarówno zewnętrznych, jak i wewnętrznych. Mają tu swój udział różne napięcia, ra­dości i smutki, powodzenia i niepowodzenia, jak również temperament i gra wyobraźni. Raz dominuje ożywczy przepływ uczucia z potrzebą wyrażenia go, innym znów razem następuje jakby pewne oddalenie i skupienie się na szczegółach nie związanych z tymi sprawami. Obok falistego przebiegu nasilenia zbliżeń seksualnych w życiu konkretnej pary ludzkiej zarysowuje się zupeł­nie inny rytm, niezależny od tamtego. Jest nim biologiczny rytm płodności, który obejmuje oboje współmałżonków na tej zasadzie, że cykliczna płodność kobiety wyznacza cy­kliczną płodność pary ludzkiej. Rzeczywistość ta, choć jest rzeczywistością obiektywną, staje się powodem trudności i wymaga ukształtowania postaw osób zainteresowanych. Staje przed nimi wybór: spontaniczność przeżywania sek­sualizmu na płaszczyźnie Ty — Ja za wszelką cenę albo równoczesne dobrowolne zaaprobowanie tego przyrodni­czego rytmu, którym jesteśmy objęci z tytułu przynależ­ności do natury, choć zarazem wyrastamy ponad nią. Wbrew pozorom dochodzimy do konieczności analogicz­nych rozstrzygnięć, jak w przypadku światła, trybu życia, czy ochrony ziemi, wody i powietrza. Stajemy przed groź­bą zwichnięcia równowagi pomiędzy naszą wielostronną aktywnością a zachowaniem zdrowego środowiska biofizycznego. W zakresie seksualizmu trzeba odstąpić od fana­tycznie lansowanej spontaniczności na rzecz refleksyjnego i coraz dojrzalszego odniesienia się do przejawów naszej aktywności seksualnej. Już samo przejście od natury do kultury przesądziło o konieczności włączenia seksualizmu do całokształtu obróbki, jakiej podlega wszystko, co u źródeł jest popędowe. Nie możemy udawać faunów leś­nych, skoro staliśmy się gatunkiem człowieka rozumnego. Zarysowuje się zupełny rozdział między tym, co należy do wzajemnego odnoszenia się małżonków względem sie­bie, a tym, co dotyczy funkcji rodzicielskich. Trzeba by na nowo odkryć uroki mądrego i odpowiedzialnego rodzi­cielstwa. W toku ewolucji człowiek wzbogacił swą płciowość o zdolność rozumnego kierowania wszystkimi ele­mentami popędu, tj. zarówno jego stroną biologiczną, jak i uczuciową. W tym układzie więź rodzinna ma odzwierciedlać cały skok ewolucyjny w stosunku do wspólnot zwierzęcych. Nie oznacza to jednak, że człowiek pozbył się swej struktury biologicznej i znalazł się poza zasięgiem działania praw natury. Wzbogacenie polega na tym, że weszła w grę nowa jakość: możność zachowania się czło­wieka z uwzględnieniem hierarchii wartości, dzięki czemu reprodukcyjny sens stosunku płciowego został wzbogaco­ny o osobowe walory zespolenia dwojga ludzi. Zharmonizowanie rytmu zbliżeń seksualnych z rytmem płodności i niepłodności widuje się u części młodych mał­żeństw, które znajdują w tym wielką satysfakcję, że dzie­ci ich rodzą się poczęte świadomie, w atmosferze sprzyja­jącej dobremu startowi w życie nowej jednostki ludzkiej. Gotowość respektowania biologicznego rytmu płodności jako zjawiska przyrodniczego staje się wyrazem, a chyba również progiem, dojrzałości. Bo nie ma dojrzałości bez świadomości działania i rozumienia skutków tego działa­nia. Kiedyś zostanie wreszcie obalony mit wszechładnego seksualizmu, który jakoby z natury swej nie może być objęty samokontrolą. Zmiana mentalności powinna być dziełem naszego pokolenia. Dojrzałość w podejmowaniu współżycia wyraża się prze­de wszystkim odpowiedzialnością. Momentem napędowym staje się wówczas nie chęć zaznaczenia się, lecz otwarcie się na drugiego człowieka, objęcie swym głę­bokim zainteresowaniem nowych treści, jakie wnosi ten drugi człowiek w układzie: Ty — Ja. W życiu dojrzałego człowieka seksualizm odgrywa rolę kanwy, na której umacnia się i doskonali więź międzyosobowa. Seksualizm zaskakuje dojrzałego człowieka tym, że stawia mu coraz większe wymagania, w których co musi stale przerastać siebie, jeśli chce iść naprzód. Leonardo da Vinci oddał to najtrafniej w krótkim stwierdzeniu: „Im większy człowiek, tym głębsza jest jego miłość”… Zrealizowanie postulatu dojrzałości byłoby bardzo trud­ne, a może nawet niemożliwe, gdybyśmy nadmiernie uwierzyli schematom podanym na początku tych rozważań. W istocie nie ma określonego wieku, w którym człowiek jest całkowicie dojrzały. Dojrzewamy ciągle, z dnia na dzień, w konkretnej sytuacji, w dodatku ze zmiennym po­wodzeniem. Bo człowieczeństwo zdobywamy ciągle na no­wo, ustawicznie podejmowanym wysiłkiem.