Perspektywy wychowania dziecka

Perspektywy wychowania dziecka

Współczesna wiedza potwierdza coraz dobitniej dawniej­sze spostrzeżenia, dotyczące wpływów środowiskowych na ukształtowanie postawy życiowej we wczesnym okresie rozwoju człowieka. O przygotowaniu dziewcząt i chłopców do przyszłych funkcji rodzicielskich mówi się zazwyczaj w szkole średniej. Są głosy, postulujące uwzględnienie tej tematyki już w szkole podstawowej. A gdyby tak posunąć się w profilaktyce jeszcze o wiele dalej i dotrzeć do okresu najintensywniejszych procesów rozwojowych — do IX miesięcznego okresu życia człowieka w łonie matki?… Właściwą postawę rodzicielską mogą przekazać tylko dobrze ukształtowani pod tym względem rodzice. Toteż ciąża, już od początku jej istnienia, wymaga pełnego za­angażowania rodzicielskiego obojga małżonków. Badania doświadczalne przeprowadzone na zwierzętach wykazały wrażliwość płodów na różnego rodzaju wpływy środowi­skowe. Chociaż płód rozwija się w łonie matki, wpływy środowiskowe odnoszą się również do ogólnej atmosfery panującej w domu. Atmosfera ta, jak wiadomo, w znacz­nej mierze zależy od postawy i zachowania się ojca. Pod­kreślenie jego roli jest wynikiem realistycznego spojrze­nia na całokształt czynników warunkujących prawidłowy rozwój dziecka od początku jego istnienia. Chodzi tu wła­śnie o okres, w którym szybkie tempo rozwoju i przemian kryje w sobie dużą wrażliwość na różnorodne wpływy kształtujące oblicze nowego człowieka, gotowego przyjść na świat, gdy zegar biologiczny wybije właściwą godzinę. Śmiało można zaryzykować twierdzenie, że rodzice, któ­rzy źle przeżyją ciążę i poród, nie przekażą dziecku od­powiedniej dyspozycji do podjęcia funkcji rodzicielskich w dalszej przyszłości. Nad przebiegiem IX miesięcznego okresu oczekiwania zaciążyły różnorodne mity. W mnie­maniu wielu ludzi ciąża upośledza kobietę w jej pozycji życiowej, pozbawia sprawności, urody i wdzięku. Myśl o porodzie kojarzy się z poczuciem zagrożenia i nieuchron­nego bólu. Niejedna kobieta wolałaby w ogóle nie prze­żywać lub przynajmniej jak najprędzej mieć to już poza sobą. Przeżywanie porodu skupia jej uwagę wokół do­znań, z reguły przykrych. Na czas porodu dziecko traci matkę: miało ją w ciągu długich miesięcy ciąży i ponow­nie odzyska po porodzie, gdy ona uwolni się już od swego brzemienia. W ten sposób najtrudniejsze chwile w życiu nowego człowieka, przychodzącego na świat, są przeży­wane w atmosferze trwogi i opuszczenia. Tymczasem istota macierzyństwa polega na ofiarności, która wyraża się niestrudzoną opieką, nawet kosztem własnych wyrzeczeń, świadczoną właśnie wtedy, kiedy ona jest szczególnie potrzebna. Jeśli kiedykolwiek być matką, to trzeba nią być podczas porodu, bo to szczegól­nie trudny etap w życiu dziecka. Do niedawna nikt nie stawiał sprawy w ten sposób: odpowiedzialna i niezastą­piona rola matki w ochronie rodzącego się dziecka jest jakby nowym odkryciem naszych czasów. Skoro to na­stąpiło, nie można przeżywać macierzyństwa po daw­nemu. W ujęciu tradycyjnym poród był dotkliwym doświad­czeniem kobiety. Do szczytnych zadań lekarza należało ulżyć cierpieniom matki, ewentualnie pocieszyć i uspo­koić stroskanego ojca. Człowiek przychodził na świat w klimacie trwogi i słabości rodziców. Takie było jego wy­posażenie u progu startu w życie, które kiedyś również przed nim ma postawić zadanie przekazania i ochrony no­wego życia. Doświadczenia poczynione w dziedzinie psychoprofilak­tyki porodowej ukazują przed rodzicami nowe horyzonty. Przede wszystkim świadomość rodziców co do ich twór­czej i odpowiedzialnej roli w urodzeniu i wyposażeniu nowego człowieka na jego wędrówkę życiową, roztacza przed nimi zupełnie inną wizję przeżyć i zaangażowania. Matki nie może nadal zdobić gotowość cierpienia, a ojca — jego cierpliwa bezradność. Ojciec stanowi oparcie i pomoc dla żony w okresie przygotowania (a nie tylko oczekiwa­nia!) w miarę zbliżającego się porodu, kiedy to matka po­dejmuje aktywnie rolę pierwszej i podstawowej ochrony swego dziecka w asyście lekarza i położnej. Dotychczasowy model wychowania kształtował taki układ odniesienia, że matka i ojciec bardzo często uskarżali się na niewdzięczność dzieci, mimo że sami w swym od­czuciu wszystko dla nich poświęcili. W rzeczywistości schemat ten nosił w sobie poważne luki i niedomówienia. Rodzice znosili niewdzięczne trudy rodzicielstwa, pod­kreślając swoje poświęcenie. Nowy model rodzicielstwa, wyprowadzony z doświadczeń „sztuki rodzenia” wprowadza istotną poprawkę. Matka nie może sobie pozwolić na­dal na luksus cierpienia, a ojciec — na bezradność biernej cierpliwości. Oni muszą oderwać uwagę od sa­mych siebie, by przeżywać ciążę i poród w katego­riach szczególnego zaangażowania. Zaangażowanie to umożliwi uzyskanie optymalnych warunków sprawnego przebiegu ciąży i porodu z uwagi na ochronę dziecka. Ilu­struje to konkretny przykład: nie wystarczy, by matka zniosła ból porodowy, matka musi przyswoić sobie takie umiejętności, które przezwyciężą lękowe napięcie i po­zwolą utrzymać odczucia towarzyszące skurczom porodo­wym na poziomie informacji o przebiegu porodu i o wła­ściwym zastosowaniu nabytych umiejętności współdziała­nia z siłami natury. W takim układzie matka przeżywa przede wszystkim satysfakcję z samego porodu, zamiast obciążać dziecko, a pośrednio i męża negatywnymi prze­życiami. W przedstawionym modelu ilość negatywnie rzutują­cych doświadczeń redukuje się znacznie na rzecz doświad­czeń pozytywnych, twórczych, będących dla matki źród­łem jej skoku rozwojowego poprzez konieczność przekra­czania samej siebie. Zamiast wyrzucać później dziecku jego rzekomą niewdzięczność za te godziny trwogi i skraj­nego wyczerpania, matka zachowuje we wdzięcznej pa­mięci przeżycia porodowe, które ją tak bardzo wzbogaciły. Rozpoczęcie takiego dialogu z dzieckiem już od początku jego życia zadecyduje o ukształtowaniu się innej zasady równowagi. Wychowanie staje się wówczas dwukierun­kowym: rodzice są darem dla dziecka, a dziecko od po­czątku staje się darem dla rodziców. Niewykluczone, że takie ujęcie problemu u wielu może robić wrażenie utopii, ale to tylko kwestia spojrzenia. Nie zapominajmy, że tracimy na ogół to, czego się trzymamy zbyt kurczowo. Natomiast obdarzenie dziecka od początku przywilejami partnera raczej niż prawami podległej nam osoby, która musi długo dorastać, zanim sama zacznie obdarzać, daje realną podstawę do rozwiązania coraz trud­niejszych problemów rodzicielstwa. Nieustannie doświadczamy kryzysu dotychczasowych metod: dzieci wyłamują się z pod twardej ręki ojca, nie zauważają łez matki, urągają „odwiecznym prawom”. Brakuje im wczesnego zaangażowania ich poczucia odpo­wiedzialności za innych. Najlepszą sposobnością będzie wytworzenie takiego układu równowagi, w którym dzieci będą świadome, jak wiele im zawdzięczamy i jak wiele naturalnym, nie wymuszonym biegiem rzeczy będziemy od nich otrzymywać. Układ rodzinny zarysuje się wówczas wyraźnie jako system naczyń połączonych, w którym so­ki ożywcze przepływają w obie strony, wyrównując pozio­my w sposób zgodny z obiektywnymi prawami, warunku­jącymi ład we wszechświecie.