Nasze rozmowy

Nasze rozmowy

Jeszcze przed 3 laty były to zwykłe wykłady: lekarz mó­wił, panie grzecznie słuchały. Od 3 lat sytuacja się zmie­niła całkowicie. Ćwiczenia biegną swoim trybem, ale wy­kłady przeobraziły się w rozmowy, kierowane tematycz­nie przez same uczestniczki kursu. W jakimś momencie organizatorzy Szkoły Rodzenia uświadomili sobie rewe­lację tej drobnej pozornie zmiany w stylu prowadzenia zajęć. Stąd refleksja oraz pragnienie podzielenia się im­presjami z Czytelnikami tej książki. Szkoła Rodzenia stosuje specjalny rodzaj „wychowywa­nia” do porodu. Ponieważ wychowywanie to dotyczy osób dorosłych, z natury rzeczy powinno zawierać dużo elemen­tów „samowychowania”. Z drugiej strony wiadomo, że Szkoła Rodzenia przygotowuje do świadomego, aktywne­go i sprawnego porodu, więc musi jednocześnie wyzwalać inicjatywę i czynną postawę samych uczestników kursu. W rezultacie logicznego układu następstw względem sy­tuacji wyjściowej słuchaczki nasze same przygotowują te­matykę kolejnych spotkań. Po prostu każda czuje się w obowiązku zadać pytanie czy też wysunąć problemy, które zostaną wyjaśnione albo omówione w naszym gro­nie. Lekarz przestaje być wykładowcą, a zaczyna spełniać rolę eksperta, z którego zasobu wiedzy i doświadczenia uczestniczki kursu korzystają według potrzeb uświado­mionych samym sobie, a nie narzuconych z góry jakimś określonym programem. Zdarzył się w szkole dzień, któ­ry odznaczył się szczególnie szerokim zakresem poruszonej problematyki. Panie doktorze, dlaczego kładzie pan nacisk na ogra­niczenie przyrostu ciężaru ciała w ciąży do minimum, by łącznie nie przekraczał 8 kg? Badania naukowe ustaliły, że duży przyrost wagi podczas ciąży sprzyja rozwojowi tzw. zatrucia ciążowego, zwiększa trudności porodowe i wcale nie służy zdrowiu dziecka. Spotkałam się z opinią osoby fachowej, że ogranicza­nie soli w pożywieniu, zalecane przez pana, jest przesadą. Niedobór soli powoduje naruszenie równowagi w ustroju. Pod koniec ciąży należałoby jedynie unikać bardzo sło­nych śledzi. Istotnie, rzeczywisty niedobór soli mógłby być przy­czyną zaburzeń równowagi w gospodarce wodno mineralnej. Ciążę można by podzielić na 3 okresy po 3 miesiące. W pierwszym nie ma podstaw do ograniczeń soli, a w dru­gim — należałoby ograniczyć pokarmy słone do minimum, wreszcie w ostatnim trymestrze ciąży kładziemy szcze­gólny nacisk na stosowanie diety małosolnej, która zresz­tą nie spowoduje niedoboru soli, bo w naturalnym poży­wieniu jest jej dostatecznie dużo. Chodzi tu o wyłączenie szczególnie słonych pokarmów. Ograniczenie soli nie do­tyczy w jednakowym stopniu wszystkich kobiet ciężar­nych będących w ostatnim trymestrze ciąży. Jednakże w przypadku wzrastania ciśnienia krwi, pojawienia się choćby niedużych obrzęków lub białka w moczu, ograni­czenie pokarmów zawierających sól trzeba przeprowadzić konsekwentnie i stanowczo. W tych przypadkach należy wziąć pod uwagę nawet pieczywo, pozornie niesione zupy na mięsie itp. Co więcej, mleko należy ograniczyć do jed­nej szklanki dziennie. Zaleca się natomiast przygotowy­wanie w domu twarożku wolnego od soli, która przesącza się na zewnątrz wraz z serwatką. Spotykamy się z różnymi opiniami co do noszenia pasa ciążowego. Jedni radzą go nosić, inni odradzają. Rozbieżność opinii pochodzi stąd, że dawniejsze po­glądy zostały poddane rewizji. Podobnie jak zakwestiono­wano wkładki ortopedyczne, kładąc nacisk na odpowied­nie ćwiczenia i ustawienie stopy aktywnie chroniące przed płaskostopiem, tak i rola pasa ciążowego została w znacz­nej mierze ograniczona. Owszem, w przypadkach zwisają­cego brzucha i wyjątkowo wiotkich mięśni powłok nosze­nie pasa jest niezbędne. Obecnie jednak przywiązujemy większą wagę do zachowania odpowiedniej postawy ciała i systematycznego uprawiania ćwiczeń gimnastycznych. Noszenie pasa ma właśnie tę ujemną stronę, że sprzyja wiotczeniu powłok brzusznych, toteż właśnie wtedy nie wolno zapominać o wykonywaniu ćwiczeń codziennie ra­no przed nałożeniem pasa i wieczorem po jego zdjęciu. Poznałyśmy tutaj objawy początku porodu. Są to skurcze odczuwane nie rzadziej niż co 10 minut, o czę­stości narastającej w miarę rozwijania się czynności poro­dowej. Równocześnie pojawia się wydzielina śluzowa z do­mieszką krwi. Chciałabym wiedzieć, czy w miarę postępu porodu rodzaj odczuwania skurczów będzie równocześnie informacją o stanie zaawansowania porodu? Za to pytanie należą się pani szczególne wyrazy uznania. Przede wszystkim nie kwestionuje pani podsta­wowego faktu, że odczucie skurczu jest informacją o roz­poczęciu się procesu porodowego. Z drugiej strony czuję się zaskoczony pani konsekwentnym wnioskiem: skoro tak, to informacja ta powinna działać w przebiegu porodu. Pani oczekiwanie jest na pewno głęboko słuszne i oczywiste, ale zagubiliśmy wszelkie doświadczenie w tej dzie­dzinie. Dopiero panie tu obecne, tak prosto i naturalnie pojmujące poród, mogą tę utraconą wiedzę odbudować. Najogólniej biorąc, doznania towarzyszące skurczom są słabsze i mniej gwałtowne w fazie powolnego rozwierania (do 2,5 palca rozwarcia) w porównaniu do drugiej fazy rozwierania (do pełnego rozwarcia ujścia macicy). Jed­nakże, jak dotąd, emocjonalna interpretacja doznań poro­dowych owładnięta całkowicie stereotypem bólu nie róż­nicuje tych doznań w sposób dostateczny, aby czerpać z nich informacje o stanie zaawansowania porodu. Panie podejmą tę próbę i od was zależy, czy po upływie jakiegoś czasu, niezbędnego dla zebrania i opracowania danych, bę­dę mógł na ten temat coś konkretnego powiedzieć. W każ­dym razie poruszyła pani temat szczególnie ciekawy, a za­razem istotny dla naszego stylu rodzenia. W jaki sposób zorientuję się, że nastąpiło pełne roz­warcie i mam zacząć przeć? Natura zabezpieczyła realizację podstawowych za­chowań człowieka bez oglądania się na program Szkoły Rodzenia. Po prostu w pewnej chwili pojawia się silne uczucie parcia. Jednakże pytanie pani jest bardzo poży­teczne. Przede wszystkim parcie pojawia się niekiedy przedwcześnie, zanim nastąpi pełne rozwarcie ujścia ma­cicy. Dzieje się to w przypadku, kiedy kobieta podlega nadmiernemu napięciu emocjonalnemu — najczęściej pod wpływem jawnego lub ukrytego lęku. Dobra współpraca, która polega na oddychaniu przeponowym, dopasowanym pod względem rytmu i głębokości oddechów do przebiegu fali skurczowej oraz na odprężeniu w pauzie między skur­czami pozwala uniknąć przedwczesnego parcia. Natomiast z chwilą uzyskania pełnego rozwarcia oddychanie stosowa­ne w I okresie porodu nie rozładowuje napięcia i silne odczucie towarzyszące skurczom ustępuje dopiero pod wpływem wydatnego zaangażowania tłoczni brzusznej. Jednakże dla pewności należy konfrontować własne odczucia z badaniem obiektywnym, przeprowadzonym na przełomie tych okresów przez lekarza lub położną. Jak wpłynie moja współpraca z siłami natury na stan noworodka? Zaobserwowaliśmy dwa zbieżne zjawiska: ciche za­chowanie się matki w porodzie i głośny krzyk dziecka. W ten sposób dobry stan dziecka potwierdza fakt, że pod­czas porodu miało ono komfort w zakresie wymiany składników między krwią własną i krwią matki zaopatru­jącą kosmki łożyska. Szczególnie chodzi o dostawę tlenu i regulowanie przemiany gazowej. Razi mnie to zachwycanie się porodem. Wydaje mi się przesadą mówić o bohaterstwie kobiety rodzącej. Ro­dzenie to prosta i prymitywna czynność, nic więcej. Nie­które kobiety mają upodobanie w wykonywaniu takich nieciekawych zajęć, jak na przykład zmywanie naczyń lub sprzątanie mieszkania. Słowa wypowiedziane przez panią nie pochodzą oczy­wiście z terminologii stosowanej w Szkole Rodzenia. Je­żeli jednak zamiast słowa „zachwyt” użyjemy określenie „przywiązywanie wagi”, a zamiast „bohaterstwo” — speł­nienie obowiązku w sposób możliwie najlepszy, to stępi­łoby się ostrze Pani wypowiedzi, pozornie skierowanej ku naszemu traktowaniu zadania kobiety w porodzie. Nato­miast rodzaj uczuć, jakie budzi przeżywanie porodu, nie jest — z punktu widzenia psychologii — rzeczą obojętną. Sposób przeżywania porodu jest mianowicie pewnym wy­kładnikiem dojrzałości i harmonijnej funkcji seksualiz­mu. Akt rodzenia jest aktem natury seksualnej i fakt, że niektóre kobiety przeżywają poród jako szczytowe unie­sienie, inne — jako coś odrażającego, ma bardzo głębokie podłoże w strukturze psychoseksualnej kobiety. Darujmy sobie jednak te wywody. Nie traktujmy porodu, jako sztu­ka dla sztuki, lecz doceniamy w nim moment przełomowy w życiu rodzącego się dziecka. Chcemy mu stworzyć wa­runki dobrego startu. Z chwilą, gdy wiemy, co możemy zrobić dla osiągnięcia tego celu i potrafimy zastosować na­sze umiejętności w sposób właściwy, inne aspekty tej sprawy możemy odłożyć na bok. Rozmowa trwała już godzinę. Odnosimy wrażenie, że jest nie dokończona. Wynika ito jednak z natury samych problemów, które każdy człowiek widzi jakoś inaczej. Zresztą nie szkodzi, że jest nie dokończona; będzie do cze­go wrócić na następnych zajęciach.