Koniec I okresu

Koniec I okresu

Pierwszy okres porodu, obejmujący ok. 9/10 czasu trwa­nia całego porodu, to okres wygładzania się szyjki macicy z jednoczesnym jej rozwieraniem. Dla celów praktycznych warto go podzielić na dwie fazy: pierwszą fazę od drugiej oddziela moment wystąpienia rozwarcia określonego przez położne na 2,5 palca (co odpowiada około 5 cm średnicy). Podział ten jest istotny dla rodzących, bo wyznacza dwa kolejne etapy: początkowy etap, wprowadzający w akcję porodową, i następny — wymagający dobrej techniki od­dychania podczas skurczu i relaksu w przerwie między skurczowej, aby nie dopuścić do zachwiania z trudem utrzymywanej równowagi. „A przecież od tej równowa­gi” — pisze jedna z pań — „zależy sprawny obieg krwi, zaopatrującej dziecko we wszystko, czego potrzebuje za pośrednictwem łożyska”. W przeżyciach tych 800 kobiet nie dostrzega się lęku o dziecko. Jego miejsce wypełnia konstruktywna troska o zapewnienie mu z chwili na chwi­lę, czyli od skurczu do skurczu, dobrych warunków na­tlenienia. Owszem, kobiecie, która nie pracuje aktywnie dla dobra dziecka w porodzie, pozostaje jedynie lęk jako wyraz realnego czy wyimaginowanego zagrożenia. Toteż nie dziwmy się, że u naszych rodzących dominują wypo­wiedzi pozytywne: „Poród był bardziej uciążliwy niż so­bie wyobrażałam, ale dał mi więcej satysfakcji, niż mo­głam kiedykolwiek przypuszczać.” W drugiej fazie pierwszego okresu, tj. od rozwarcia ujścia macicy na 2,5 palca aż do pełnego rozwarcia, skur­czom towarzyszy okrężny ucisk, przypominający obręcz zaciskającą się wokół dolnej części tułowia. Ucisk ten po­ważnie utrudnia ruchy przeponą, które okazują się bardzo skuteczne w rozładowaniu nadmiaru napięcia rozprze­strzeniającego się poza teren objęty czynnością skurczową. Ruchy przeponą są charakterystyczne dla brzusznego toru oddychania. Innymi słowy w czasie wdechu brzuch unosi się, a w czasie wydechu — opada. Utrzymanie ruchów przeponą powoduje odruchowe zwolnienie napię­cia w układzie mięśniowym i chroni przed marnotraw­stwem energii. Jedna z pań narysowała na odwrocie ankiety skurcz, wyrażając go w postaci fali: w drugiej fazie fala ta była o wiele wyższa niż w pierwszej. Odczucie towarzyszące skurczowi nasila się w miarę zwiększania się wysokości „fali skurczowej”. Jednakże wydatne oddychanie z na­przemiennym unoszeniem i opadaniem brzucha (na prze­mian „duży brzuch” i „mały brzuch”) zapobiega skutecz­nie niepożądanemu przekształcaniu doznań, spełniających rolę informacji biologicznej o postępie po­rodu. Doświadczenie to, ponawiane przy każdym skurczu, staje się dla rodzącej źródłem dużej satysfakcji. Przy rozwarciu na trzy palce, a więc już w drugiej fazie okresu rozwierania, u niektórych rodzących pojawia się odruch wymiotny. Uprzedzone o tym podczas nauki w Szkole Rodzenia, nie doznają z tego powodu żadnego nie­pokoju.Zresztą odruch wymiotny ustępuje po chwili. Wszystko toczyło by się gładko dalej, gdyby nie to nie­przeparte uczucie zmęczenia, które z kolei daje się we znaki. Przy rozwarciu na 4 palce staje się ono źródłem zdradliwych podszeptów, że poród… nigdy się nie skończy. Jednakże w tym miejscu przypomina się naszym rodzą­cym przestroga słyszana w Szkole Rodzenia: „jeśli zaczy­nasz wątpić, czy poród w ogóle się skończy, pamiętaj, że rozwieranie dojdzie niedługo do punktu szczytowego”. Z tą chwilą czeka rodzącą nowy epizod: drugi okres poro­du, czyli okres skurczów partych, dających w efekcie wy­pchnięcie zawartości macicy na zewnątrz, czyli — mówiąc po prostu — urodzenie dziecka. Okres drugi rozpoczyna się po uzyskaniu pełnego roz­warcia ujścia macicy.Wówczas to rodząca się główka (tyl­ko w 3% porodów rodzą się najpierw pośladki) schodzi do pochwy. Ucisk dużej, kulistej i twardej główki dziecka na mięśnie dna macicy może być źródłem przykrych doznań, które są dla kobiety czymś dotychczas nie spotykanym. Mięśnie rozciągają się, rodzącej się wydaje, że za chwilę odda stolec. Oddychanie, dotychczas skuteczne, staje się nieprzydatne. Najważniejsze, aby nie bronić się przed in­tensywnym parciem, skoro tylko położna potwierdzi peł­ne rozwarcie. Rozładowanie napięcia i pewnego niepokoju przynosi jedynie wydatne i zdecydowane parcie. Wówczas to użycie tłoczni brzusznej pozwala skutecznie wesprzeć skurcze macicy, nie dość mocne do samodzielnego wydale­nia dziecka. Jedna z pań porównuje ten wysiłek z pracą galernika. Dobrze, że nawet na tę trudną sytuację po­trafiła spojrzeć z lekkim przymrużeniem oka. Okres parcia, mimo dużego wysiłku fizycznego, jest psy­chologicznie łatwiejszy w przeżywaniu niż okres rozwieranią, w którym trzeba nieustannie przeciwdziałać nawa­łowi napięcia. Okres ten obejmuje zaledwie 1/10 część po­rodu. Wreszcie rodzi się główka, przechodząc przez ciasną bramę. W gruncie rzeczy ta brama wcale nie jest tak cia­sna, jakby się pozornie wydawało. Dzięki urządzeniom spulchniającym tkanki krocza, stają się one wybitnie roz­ciągliwe i podatne. Ważne, aby główka nie rodziła się zbyt gwałtownie. Nie chodzi tu tylko o krocze, ważniejsza jest tu sama główka, wymagająca szczególnej ochrony w chwili przeciskania się przez rozciągniętą szparę sromową. Wów­czas to rytmiczne, dość szybkie i niegłębokie oddechy ro­dzącej umożliwiają delikatne „wymanewrowanie” główką aż do jej urodzenia. W wielu przypadkach zachodzi po­trzeba nacięcia krocza. Zabieg ten nie powinien wywoły­wać żadnych zastrzeżeń: ochroni on krocze przed czymś znacznie gorszym, a mianowicie przed pęknięciem, a po­nadto uwalnia główkę dziecka od zbyt długotrwałego uci­sku. Trzeba tu całkowicie zaufać lekarzowi i położnej: oni wiedzą, co należy czynić. Za chwilę dziecko w całości opuszcza kanał rodny i donośnym krzykiem oraz trąca­niem kończynami w uda matki demonstruje dobrą kon­dycję, uzyskaną dzięki sprawnej współpracy matki z si­łami natury. Po całkowitym ustaniu tętnienia pępowiny położna podwiązuje ją w pobliżu pierścienia pępowinowego i odcina. W ciągu 5—15 minut rodzi się łożysko. Potem pozostaje jeszcze ewentualne zeszycie krocza (o ile było nacinane) w znieczuleniu miejscowym i wreszcie przychodzi zasłu­żony odpoczynek. Dobra gospodarka siłami natury wyraża się nagroma­dzeniem dostatecznych zasobów energii i ekonomicznym jej użytkowaniem, możliwie bez nadmiaru ubocznych pro­duktów zużycia. Wyrobienie odpowiedniej „techniki” ro­dzenia wymaga wielu godzin treningu, ale w ostatecznym rozrachunku wysiłek ten jest opłacalny. „Mimo wszelkich trudności uważam rodzenie za najpiękniejszą chwilę w życiu kobiety” — pisze młoda pierworódka. Inna znów ko­bieta, rodząca po raz trzeci, kończy swą wypowiedź: „ro­dząc z takim przygotowaniem zapomina się o bólu, który jest jakiś mały w porównaniu z macierzyństwem”.