Błędne koło i jego przeciwieństwo

Błędne koło i jego przeciwieństwo

Trudności porodowe są udziałem każdego rodzącego się dziecka. Przede wszystkim każdy skurcz macicy pozbawia go przez chwilę odżywczego dopływu krwi. Ponadto kształt miednicy kostnej matki wymaga pewnego przystosowania ze strony rodzącej się główki płodu. Wreszcie wrażliwa na ucisk główka płodu natrafia na opór mięśni dna miednicy, zamykającej drogę wyjścia. Jednakże wszystkie te trud­ności dziecko dobrze zniesie, o ile skurcze macicy pozo­staną nie zakłócone przez dodatkowe, niefizjologiczne na­pięcia, spowodowane brakiem równowagi emocjonalnej matki, a szczególnie irracjonalnym lękiem. Lęk, odwiecznie skojarzony z porodem, nie ma pokry­cia w rzeczywistym zagrożeniu matki. Epoka, w której poród niósł z sobą niebezpieczeństwo dla życia kobiety ro­dzącej, należy już definitywnie do przeszłości. Dla obecne­go pokolenia jest to już nawet zamierzchła przeszłość. Nie­stety, brak obiektywnego uzasadnienia lęku przed porodem nie oznacza bynajmniej, że lęk ten został istotnie przezwy­ciężony. Przeciwnie, jego wpływ na bieg porodu utrzymuje się nadal, choć jego przyczyny najczęściej są nieuchwyt­ne. Psychologowie upatrują go w „rozdwojeniu”, jakie jest wyrazem oddzielenia się ustroju dziecka od ustroju matki. Pomijając jednak różne myślowe spekulacje wydaje się, że zaciążyła tu pamięć minionych dziejów położnictwa, utrwa­lona i ciągle odnawiana przez dzieła literatury i sztuki. Wystarczy przypomnieć sobie porody bohaterek powieś­ciowych w większości zakończone śmiercią. Przeżycie po­rodowe nie ogranicza się do intelektu; obejmuje ono całą głębię naszej struktury emocjonalnej. Angielski lekarz Dick Read znakomicie podpatrzył me­chanizm powstawania złego samopoczucia i narastającej bolesności w przebiegu porodu. Punkt wyjścia stanowi lęk, który mobilizuje napięcie, ono zaś wywołuje ból. Ten z ko­lei pogłębia uczucie lęku i w ten sposób powstaje „błędne koło”, działające niezawodnie w kierunku przeżywania skurczów porodowych jako bólów nie do zniesienia. Owo „błędne koło” jest wynikiem postawy pierwotnie biernej, wtórnie zaś obronnej, ale obronnej w ujemnym sensie. Okres rozwierania szyjki macicy przeżywa kobieta wówczas jako wyraz agresji przeciwko własnej osobie. Agresorem jest rodzące się dziecko i pośrednio mąż, który tę ciążę spowodował. Lęk przed „agresją” zmniejsza to­lerancję na dolegliwości towarzyszące porodowi. Oba te elementy — lęk i ból — są ściśle ze sobą połączone i wza­jemnie się zasilają. Rozróżniono wiele przyczyn lęku. Do najczęstszych na­leżą: lęk przed nieznanym, przed bólem, przed zagrożeniem życia, przed wadą rozwojową u dziecka, lęk z poczucia niezdolności do normalnego porodu, wreszcie obawa o ta­ką czy inną płeć dziecka. Lęki te i niepokoje pochodzą z różnych źródeł: wypływają z tradycji rodzinnej, z ujem­nego oddziaływania otoczenia, bywają wynikiem studio­wania książek medycznych, doniesień w prasie lub złych, zgoła kłamliwych filmów. Tragicznie, jak już wyżej wspomniano, przedstawia się odsetek zgonów matek w porodach, ustalony na podstawie analizy dzieł literatury pięk­nej! W sumie jest dość powodów, aby poród cywilizowanej kobiety stawał się koszmarnym przeżyciem. Obserwując na sali porodowej rozwój „błędnego koła”, chciałoby się je nazwać zaklętym kołem z uwagi na niemożność wy­rwania z niego rodzącej, nie mającej pojęcia, jak dalece czynniki nieświadomej samoobrony i niepokoju wpływają na bolesność porodu. Jeśli ktoś spróbuje tłumaczyć jej wówczas, że poród jest procesem naturalnym i skurcze nie powinny być bolesne, narazi się jedynie na gwałtowną od­prawę. U kobiety w takim stanie emocjonalnym niemożli­wa jest żadna inna ocena doznań towarzyszących poro­dowi. Ale czy oznacza to, że poród u każdej kobiety musi być bolesny? Oczywiście można by całe zagadnienie uprościć, pozostawiając zwalczanie bólu porodowego znieczuleniu farmakologicznemu, czyli tzw. anestezji. Jednakże wówczas należałoby zrezygnować ze świadomości wielkie­go przeżycia macierzyńskiego związanego z porodem. Ce­lowo pomijam tu uboczne działanie środków narkotycz­nych na rodzące się dziecko, co nie jest bez znaczenia. Ale nawet nie w tym tkwi istota rzeczy, gdyż szkodliwość tę w znacznej mierze ograniczono, może nawet wyelimi­nowano. W badaniach autora oddano głos kobietom przy­gotowanym do aktywnego udziału w porodzie, zapytując je już po urodzeniu dziecka czy wolałyby odbyć poród w uśpieniu, zakładając że nie miałoby to żadnego ujemne­go wpływu na stan dziecka. Kobiety te w większości wy­powiedziały się za porodem świadomym, motywując to sposobnością do zaoszczędzenia rodzącemu się dziecku trudności związanych z porodem. Również większość kobiet uznała sam udział w porodzie za przeżycie par excellence macierzyńskie. Bodźce bólowe są przewodzone z tkanek drogami ner­wowymi do wyższych ośrodków i tam następuje konfrontacja z reakcją uczuciową na te doznania. W wyniku kon­frontacji dochodzi do przekształcenia bodźców bólowych w pierwotne przeżycie, od którego zależy instynktowne za­chowanie się i reakcja wegetatywna. Zwróćmy uwagę, że o ile próg podrażnienia bólowego jest u wszystkich ludzi zasadniczo jednakowy, o tyle próg odczuwania, mierzony jako reakcja na określone bodźce, różni się znacznie u poszczególnych osób. Zresztą nawet u tych samych osób bywa różny, zależnie od stanu psychicznego, emocjonalnego i kondycji ogólnej. Lęk oczekiwania należy do ujemnych emocji, które wy­wołują reakcje obronne. „Błędne koło” opisane przez Reada, to inaczej zamknięty krąg trzech napięć: napięcia emocjonalnego (lęk oczekiwania) i pochodnych od niego dalszych dwu napięć —wegetatywnego i mięśniowego. W tym ujęciu widzimy wyraźnie, że rodzimy nie tylko macicą, lecz i głową. Istotnie, ciężkie przeżycie bólu po­rodowego lokalizuje się na podobieństwo nerwicy narzą­dowej w ośrodkowym układzie nerwowym. Dochodzimy do wyprowadzenia formuły, która będzie przeciwieństwem „błędnego koła”, czyli wzajemnego za­silania się trzech rodzajów napięć. Nasza formuła jest po prostu syntezą oddziaływania psychicznego, stanowiącego istotę programu „Szkoły rodzenia”. Pierwszy punkt to odbarczenie emocjo­nalne, inaczej: przywrócenie równowagi emocjonalnej. Do opanowania negatywnych wzruszeń prowadzą dwie dro­gi: droga racjonalna (kierunkowanie przez intelekt), droga emocjonalna (kierunkowanie przez uczucie). Nie ma ostrych granic między tymi drogami i praktycznie zdąża się jednocześnie jedną i drugą. Osiągamy zmniejsze­nie napięcia wzruszeniowego, a zarazem osłabienie odczu­cia bólu oraz reakcji na doznania bólowe w ośrodkach podkorowych. Z drugiej strony skorygowanie wiadomości o porodzie wpływa na zmodyfikowaną ocenę bólu w za­kresie czynności poznawczo krytycznej kory mózgowej. Drugi punkt programu polega na rozładowaniu napięcia wegetatywnego. Uzyskujemy je za pomo­cą ćwiczeń koncentracyjnych, do których należy nauka od­dychania przeponowego, zgodnego z przebiegiem skurczu macicy. Takie „czynnościowe rozluźnienie” prowadzi do ograniczenia wpływu bodźców zewnętrznych poprzez sku­pienie świadomości na dokładnie wykonywanym ćwicze­niu. Trzeci punkt, tj. rozluźnienie mięśni, któ­re jest z jednej strony następstwem zredukowania poprzed­nio wymienionych napięć, z drugiej — wynikiem zasto­sowania specjalnej techniki relaksu, znanego wszystkim z radia, telewizji, i z płyty noszącej tytuł „Relaks”. Wła­śnie w oddziaływaniu na regulację napięć uwidacznia się zbieżne oddziaływanie metod psychologicznych i ćwiczą­cych. Wypada wreszcie zwrócić uwagę na dynamikę „błędne­go koła” i na dynamikę jego przeciwwagi. Pierwsze cha­rakteryzuje się stałym pogarszaniem istniejącego stanu i w skrajnych przypadkach doprowadza do wyczerpania sił rodzącej i do zahamowania postępu porodu. Potrójne odbarczenie: emocjonalne, wegetatywne i mięśniowe, uzy­skane w odpowiednim przygotowaniu do porodu, ma zu­pełnie przeciwstawną dynamikę — ustępowanie napięcia wegetatywnego i mięśniowego stale pogłębia równowagę emocjonalną. Staje się w sumie źródłem ogromnej saty­sfakcji dla rodzącej kobiety. Porwana w wir „błędnego koła” kobieta zatraca się i karleje duchowo; kontrolując własnym wysiłkiem zachowanie równowagi napięć, ko­bieta wzrasta duchowo i staje się matką w porodzie. Skoro lęk sięga głębin naszej jaźni, nie należy się łu­dzić, że usuniemy go zwyczajnie drogą perswazji. Ustąpi on co najwyżej z cienkiej warstewki świadomości, pozo­stając w głębi warstw emocjonalnych. Musimy przekształ­cić emocjonalne tło przeżywanego lęku, nadać mu nowy kierunek i wypełnić nową treścią. Chodzi mianowicie o przesunięcie punktu odniesienia dla doznań porodowych z własnej osoby na osobę rodzącego się dziecka w celu zaoszczędzenia mu obciążeń porodowych. W ten sposób cały ładunek emocjonalny negatywnego w treści lęku rozładuje się w pozytywnej treści za­wartej w obawie, przeżywanej jako troska o do­bro dziecka. Przez przekształcenie lęku w obawę, a oba­wy w troskę nastąpi intelektualizacja lęku. W ten sposób irracjonalny lęk, wobec którego człowiek jest bezbronny, przekształci się w jego formę racjonalną, otwierającą mo­żliwość aktywnego i świadomego pokierowania aktem ro­dzenia. Jednakże cały ten proces przemiany negatywnego w swej treści lęku w pozytywną troskę o losy dziecka jest możliwy do zrealizowania jedynie drogą maksymalnego zmobilizowania aktywności własnej ze strony matki w go­dzinach jej wysiłku porodowego.